niedziela, 24 lipca 2011

Myszy i ludzie.

Literacko, bo było szekspirowsko. 

Za dziesięć dolarów można było, jeśli udało się komuś znaleźć ukrytą polanę pod Wilmingotn (udało się), wejść na łączkę, rozłożyć kocyk, o ile się go przyniosło (Natalia nie przyniosła), rozstawić swoje jedzenie tudzież picie, jeśli się je miało (Natalia nie miała), popryskać się sprejem przeciwowadowym, jeśli się o tym wcześniej pomyślało (Natalia nie pomyślała) i zachwycać się sztuką Szekspira. Dziś - The Winter's Tale.
Przyjemna niedzielna rozrywka, sztuka wysokoniska, lub niskowysoka, 
arteteinment, piwo + teatr + przyroda + chillout. I like. 

A wcześniej laboratorium, szczury i szczurzątka. 


Pominę to, o czym chciałam początkowo wspomnieć: Steinbecka, Burnsa, etymologię frazeologii związanej
 z myszami i szczurami (często ze sztuk Szekspira), powiedzenia z nazwami gryzoni w językach które znam, bo po pierwsze już późno, a ja nie dosyć, że wstaję wcześnie na poniedziałkowe zebranie labu, to mam jeszcze co robić, a po drugie wyszłoby na jaw, że mam myszki w głowie.*

*mieć  myszki w głowie = (ponoć) być bez piątej klepki. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz