Za dziesięć dolarów można było, jeśli udało się komuś znaleźć ukrytą polanę pod Wilmingotn (udało się), wejść na łączkę, rozłożyć kocyk, o ile się go przyniosło (Natalia nie przyniosła), rozstawić swoje jedzenie tudzież picie, jeśli się je miało (Natalia nie miała), popryskać się sprejem przeciwowadowym, jeśli się o tym wcześniej pomyślało (Natalia nie pomyślała) i zachwycać się sztuką Szekspira. Dziś - The Winter's Tale.
Przyjemna niedzielna rozrywka, sztuka wysokoniska, lub niskowysoka,
arteteinment, piwo + teatr + przyroda + chillout. I like.
A wcześniej laboratorium, szczury i szczurzątka.
Pominę to, o czym chciałam początkowo wspomnieć: Steinbecka, Burnsa, etymologię frazeologii związanej
z myszami i szczurami (często ze sztuk Szekspira), powiedzenia z nazwami gryzoni w językach które znam, bo po pierwsze już późno, a ja nie dosyć, że wstaję wcześnie na poniedziałkowe zebranie labu, to mam jeszcze co robić, a po drugie wyszłoby na jaw, że mam myszki w głowie.*
z myszami i szczurami (często ze sztuk Szekspira), powiedzenia z nazwami gryzoni w językach które znam, bo po pierwsze już późno, a ja nie dosyć, że wstaję wcześnie na poniedziałkowe zebranie labu, to mam jeszcze co robić, a po drugie wyszłoby na jaw, że mam myszki w głowie.*
*mieć myszki w głowie = (ponoć) być bez piątej klepki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz