piątek, 22 lipca 2011

matko moja na szerokiej drodze!

Istnieje możliwość, że wszystko co piszę, jest tylko kreacją. Trzeba pamiętać o niewiarygodnym narratorze, nie mówiąc już o autorze wpisanym niespełna zmysłów.

Tak mi się skojarzyło, bo chciałam wspomnieć, że blog ten, jak każdy dyskurs, zawiera mnóstwo luk. Kto lubi pana Umberto, wie, co z tym zrobić.

A skojarzyło mi się, bo nie wspomniałam o matce na szerokiej drodze, matce mojej!
Zaprosił nas prof BS. Zaprosił, to znaczy sprezentował nam bilety na brodłejowski szoł, a sam został w Newark i towarzyszył nam, oglądając wersję kinową na ekranie telewizora, z Marysią Streep w ogrodniczkach w roli głównej.

A tak poważnie: dostałyśmy od prof BS bilety w prezencie i zaniemówiłyśmy z wrażenia, kiedy wręczył nam je  z plikiem wydruków planu metra, planu miasta i garścią rad: "Trzymajcie się razem", "Do tego parku nie chcecie wchodzić po zmroku", "Nie róbcie głupot", "Pamiętajcie, do tego parku po zmroku nie wchodzicie. Nie wchodzicie do tego parku po zmroku. Pamiętajcie, po zmroku nie.Do tego parku nie chcecie wchodzić po zmroku" oraz "Przeróbmy to jeszcze raz. Metro nowojorskie. Uptown w jedną stronę, Downtown w drugą."
Dochodziłyśmy do siebie po tym przemiłym geście przez cała dwuipółgodzinną podróż tanim autobusem, pielgrzymkę na Empire, spacer po Central Parku i Chińskiej Dzielnicy.
Ja zresztą nie wiem, co bardziej było rozczulające, ten przemiły gest czy te urocze rady.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz