(bardzo miła ta gra słów, hiszpańsko-angielska, czy to tylko ja to wymyślam? inny, angielski pun, który też jest nazwą knajpki i który mnie zachwyca, to " Lettuce feed you." Trzecie miejsce dla "peace a pizza". Swoją drogą, sałata nas nie nakarmi, bo niestety zamknęli sałaciarnię. A liczyłam, że będę się stołowała właśnie tam.) i rozmowy z NT o Grecji, różnicach kulturowych i literaturze. Kolejna osoba nakłaniająca mnie, bym skończyła czytać "Cień wiatru", koniecznie w oryginale.
Jeśli nie tabele espiesesowskie, to też na przykład kolacja z prof MK w Ali Babie,
"Ja? wyrzucam przez okno!"
Gdybym nie miała nawet ochoty wrócić do Ali Baby ze względu na jedzenie czy też całą legendę, kto tam nie bywał i nie jadał (patrz: historia przyjaźni warszawsko-delawerskiej), wróciłabym żeby porozmawiać więcej z właścicielami.
Mike, oprócz tego, że pokazał nam to przemiłe miejsce i wypełnił wieczór ciekawą rozmową, anegdotkami, historiami i żartami, przywiózł nam mikrofalówkę i sztućce. A więc wodę na herbatę i kawę (nowy świr: kawa koniecznie hazelnut), podgrzewamy wprowadzając ją w drganie o częstotliwości 2,45GHz i umożliwiając transport energii z fal elektromagnetycznych.
Jeśli nie praca przy komputerze, przerywana po to, by opowiedzieć Marissie jak bardzo inaczej pracuje się w Polsce niż w Stanach, to też festiwal jedzenia i piwa wzdłuż Main Street z cudownymi doktorantami neuroscience, uwielbiającymi książki europejskich pisarzy, podróże do Izraela, offową muzykę, jedzenie i impresjonistów.
Wracając do tej przerywanej pracy i różnic kulturowych w pracy. Marissa:
"Jak to, w Polsce nie spytałabyś swojej promotorki jak jej minął weekend?! I co robiła? My zawsze tak zaczynamy spotkanie w poniedziałek! Wiem zresztą o niej wszystko, o niej i o jej rodzinie, kiedy jej syn obchodzi urodziny i co mu ma zamiar kupić. Ale jak to, nie zapraszają się ludzie do domów? Nawet jeśli ze sobą pracują? To tak dziwnie...rozmawiać w pracy tylko o pracy...O, cześć XYZ, jak tam przygotownia do ślubu?"

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz