piątek, 1 lipca 2011

Good morning, Newark!

Czy to było wczoraj, kiedy przyleciałyśmy, czy to było tydzień temu?

Biegi na czas we Frankfurcie (spóźniony samolot, nie ta część lotniska, w której powinnyśmy były się znaleźć…), rozmowy o funkcjach wykonawczych i teorii umysłu na pokładzie najlepiej zaopatrzonego filmami i muzyką samolotu, w jakim kiedykolwiek się znalazłam (kończyłyśmy czytać artykuły przesłane nam przez prof. MD), całe wieki spędzone na lotnisku w Filadelfii, zanim wpuszczono nas na ziemię amerykańską (the american soil, przypomina mi się wspaniały kurs historii Stanów Zjednoczonych wykładany na lingwistyce),
spotkanie Jamiego, syna profesora MK i przemiła podróż do Newark, przy rozmowach
o nartach, jazzie i gotowaniu.  Wieczorem karkołomny jeszcze spacer. Dlaczego karkołomny?
„Natalia, też tak kręci ci się w głowie?” „Czy mi się kręci? Od kwadransa muszę bardzo się koncentrować, żeby iść w miarę prosto.” Przed zaśnięciem udało mi się dojść do łóżka.

Przy śniadaniu szybkie jeszcze przerzucenie notatek. Kwadrans przed dziewiątą zjawił się
u nas prof. TF. Chyba obydwie jesteśmy oczarowane.  Podwiózł nas na kampus i poznał z Kim z the Main Office na Wydziale Psychologii w Wolf Hall. (tuż obok pokoju prof. A.Pp) Kim pomogła nam przebrnąć przez całą procedurę: rejestracja w Office of International Students and Scholars, wypełnienie nie wiem ilu formularzy, wyrobienie U of D ID cards, spacer do banku i uregulowanie kwestii związanych z rachunkiem i czekami. Wróciłyśmy jednak do Wolf Hall jeszcze na tyle wcześnie, żeby załapać się na prezentację o programie My Psych Lab (cudowny) w wykonaniu prof. RH. Prof. TF zastanawiał się, czy jest to narzędzie, które może mu się przydać do pracy ze studentami.  Jako studentka bardzo chciałabym korzystać z takiego programu. Jako wykładowca jeszcze bardziej. Napomknęłam, że pewnie rozejrzymy się za Ośrodkiem Sportowym, na co TF nas tam zaprowadził, pokazał basen i centrum fitness, spytał, czy grywamy w squasha albo tenisa. Odebrałyśmy klucze do labu, w którym będziemy pracować. Każda z nas ma biurko, krzesło i komputer.
Następnie prof. TF zabrał nas na lunch – tam spotkałyśmy się z prof. RB i jego żoną. Prototypowa amerykańska jadłodajnia, w której ściany są różowe, a osoba, której uda się zjeść gigantycznego hamburgera otrzymuje gratulacje ogłoszone przez kelnerkę i brawa wszystkich klientów.

Niesamowita niespodzianka: grafik na najbliższy tydzień. Nie mogłabym wyobrazić sobie tego lepiej. Nie tylko możliwość uczestniczenia w projektach kilku labów w pierwszym tygodniu, żebyśmy miały szansę podjąć decyzję, w których chcemy uczestniczyć i realizować nasz projekt, nie tylko warsztaty statystyczne i superwizja psychoterapeutyczna w ramach projektu prof. MD, ale również wycieczka do Filadelfii (co miałyśmy w planach tak czy owak, ale o ile przyjemniej jest mieć towarzystwo) i pancake breakfast z prof. TF w poniedziałek. To nie koniec. Zaplanowany mamy również lunch z prof. CI. Jeśli ktoś interesował się kiedykolwiek teoriami emocji, wie z pewnością kim jest prof. CI. Ma 89 lat
i jest legendą. Czy wspomniałam o jutrzejszej wycieczce do Filadelfii? Po południu prof. TF przywiózł nam rower. Czy można być bardziej hojnym i pomocnym?
A kolację zjadłyśmy w zaszczytnym towarzystwie prof. MD. Prof. MD ma milion artykułów na swoim koncie. Dużo o niej słyszałyśmy, też o tym, że jest niesamowicie wymagająca i profesjonalna. Nie spodziewałam się, że będzie tak sympatyczna, ciepła i uśmiechnięta. I że będzie gotowa poświęcić nam swoje popołudnie.
Ale pytanie „co chcecie robić za  8 lat” też padło.  (ja oczywiście już będę po doktoracie
 i będę pracować naukowo i dydaktycznie na uniwersytecie, zapewne zajmując się psycholingwistyką).



Wieczorem jogging po okolicy…

1 komentarz: