środa, 29 czerwca 2011

Załatwianie, dokańczanie, pakowanie...

Jestem już prawie gotowa do wyjazdu do Delaware.
wsiadam w samolot za siedem godzin.

Jeśli wszystkie pliki są zgrane na dysk zewnętrzny, który spokojnie drzemie już sobie w bagażu podręcznym, to mogę już chyba być spokojna. Szkoda, że lot nie trwa 50 godzin, żebym zdążyła przeczytać najważniejsze z tych rzeczy, które chcę przeczytać przed znalezieniem się w Newark i żebym zdążyła dokończyć rzeczy, których nie zdążyłam w Warszawie...no, jeśli chciałabym się jeszcze wyspać, to powiedzmy 53 godziny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz